Polska przeżywa złotą erę? Rośniemy trzy razy szybciej niż strefa euro, a kierunek emigracji zaczyna się odwracać
Jeszcze kilkanaście lat temu jednym z najbardziej charakterystycznych symboli polskiej gospodarki były samoloty i autokary pełne ludzi jadących do pracy w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Holandii. Zachód oznaczał wyższe zarobki, większe możliwości zawodowe i poziom życia, którego Polska dopiero próbowała się dorobić. Dziś obraz jest zupełnie inny. Polska nadal ma wiele problemów do rozwiązania, jednak pod względem tempa rozwoju coraz wyraźniej wyróżnia się na tle Europy Zachodniej.
Brytyjski „The Telegraph” poświęcił Polsce obszerny materiał, opisując przemianę kraju, który jeszcze niedawno był przede wszystkim źródłem emigracji zarobkowej, a obecnie zaczyna być postrzegany jako atrakcyjne miejsce do życia i rozwijania kariery. W artykule padły mocne słowa byłej wicepremier Jadwigi Emilewicz: „To złota era polskiej gospodarki i złota era Polski”.
Czy rzeczywiście można już mówić o „złotej erze”? Dane gospodarcze pokazują, że za optymizmem stoją bardzo konkretne argumenty.
Polska gospodarka rośnie znacznie szybciej niż strefa euro
Jedną z największych przewag Polski jest obecnie tempo wzrostu gospodarczego.
Komisja Europejska w prognozie z maja 2026 roku przewiduje, że polski PKB wzrośnie w tym roku o 3,5 proc. Dla porównania cała Unia Europejska ma rozwijać się w tempie około 1,1 proc., natomiast strefa euro zaledwie 0,9 proc.
Oznacza to, że polska gospodarka może w 2026 roku rozwijać się niemal czterokrotnie szybciej niż gospodarki państw posługujących się euro. Nawet jeśli potraktujemy takie prognozy z odpowiednią ostrożnością, różnica pozostaje bardzo duża.
Podobnie sytuację ocenia Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Według aktualizacji prognoz MFW z lipca 2026 roku polska gospodarka ma wzrosnąć w tym roku o około 3,4 proc.
Nie jest to więc wyłącznie optymistyczna narracja polskich polityków czy przedsiębiorców. Polska rzeczywiście znajduje się obecnie w grupie szybciej rozwijających się dużych gospodarek europejskich.
Doganianie Zachodu trwa od ponad trzech dekad
Największe wrażenie robi jednak nie pojedynczy dobry rok, lecz skala zmiany, jaka dokonała się od początku transformacji.
W latach 90. i na początku XXI wieku różnica między Polską a państwami Europy Zachodniej była widoczna niemal wszędzie – w wynagrodzeniach, jakości infrastruktury, poziomie konsumpcji, wyposażeniu gospodarstw domowych czy możliwościach zawodowych.
Dziś ten dystans jest zdecydowanie mniejszy.
„The Telegraph” zwrócił uwagę na porównanie Polski z Wielką Brytanią. Według danych przytoczonych przez gazetę w 2000 roku polski PKB na mieszkańca liczony z uwzględnieniem siły nabywczej odpowiadał około 42,7 proc. poziomu brytyjskiego. Po 25 latach relacja miała wzrosnąć do około 85,9 proc.
Nie oznacza to oczywiście, że przeciętny Polak zarabia już tyle samo co Brytyjczyk. PKB na mieszkańca i wynagrodzenie to dwie różne rzeczy. Dane pokazują jednak skalę gospodarczego zbliżenia, szczególnie jeśli uwzględnimy, że ceny wielu produktów i usług w Polsce pozostają niższe niż w Europie Zachodniej.
Także dane Eurostatu pokazują, że Polska przestała znajdować się na dalekich peryferiach gospodarczych Unii. W 2025 roku polski PKB na mieszkańca, po uwzględnieniu różnic poziomu cen, znajdował się już tylko około 10–20 proc. poniżej średniej UE.
To ogromna zmiana w porównaniu z sytuacją sprzed wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Symboliczna zmiana: Polacy coraz rzadziej wybierają Wielką Brytanię
Jeszcze bardziej wymownym symbolem przemian może być jednak emigracja.
Po rozszerzeniu Unii Europejskiej w 2004 roku Wielka Brytania stała się jednym z najważniejszych kierunków wyjazdów zarobkowych Polaków. Przez wiele lat polskie sklepy, firmy, restauracje i całe społeczności były stałym elementem brytyjskich miast.
Teraz trend wygląda inaczej.
Według danych brytyjskiego Office for National Statistics w okresie od połowy 2024 do połowy 2025 roku do Wielkiej Brytanii przyjechało na dłużej około 7 tys. obywateli Polski, podczas gdy około 25 tys. Polaków opuściło Wielką Brytanię.
Polacy byli drugą po Rumunach najliczniejszą narodowością unijną wśród osób wyjeżdżających z Wielkiej Brytanii.
Różnica jest uderzająca: na jednego Polaka przyjeżdżającego do Wielkiej Brytanii przypadało ponad trzech wyjeżdżających.
Nie można jednak całego tego zjawiska przypisywać wyłącznie sukcesowi polskiej gospodarki. Znaczenie ma również Brexit, zmienione zasady migracji, koszty mieszkań w Wielkiej Brytanii, rosnące koszty życia oraz sytuacja na brytyjskim rynku pracy.
Mimo wszystko różnica względem sytuacji sprzed kilkunastu lat jest ogromna. Dla coraz większej liczby Polaków przeprowadzka do Londynu nie jest już oczywistym sposobem na zdecydowaną poprawę poziomu życia.
Powrót do Polski nie jest już powrotem do „gorszego świata”
Zmieniło się również to, co oferują Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk czy inne duże polskie miasta.
Nowoczesne biurowce, rozbudowane lotniska, autostrady i drogi ekspresowe, szybki internet, rozwinięta bankowość elektroniczna, nowe restauracje, centra usług dla biznesu, firmy technologiczne czy międzynarodowe korporacje sprawiają, że codzienność w Polsce pod wieloma względami przestała odbiegać od tej znanej z Europy Zachodniej.
W niektórych dziedzinach Polska przeszła wręcz bezpośrednio do najnowszych rozwiązań, omijając etapy technologiczne, które wcześniej przechodziły bogatsze państwa.
Zmieniły się również ambicje zawodowe. Jeszcze 20 lat temu wyjazd do Wielkiej Brytanii był dla wielu młodych Polaków niemal naturalnym elementem planowania przyszłości. Obecnie absolwent dobrej uczelni może znaleźć pracę w międzynarodowej firmie, sektorze IT, finansach, usługach biznesowych, e-commerce czy nowoczesnym przemyśle bez opuszczania Polski.
Coraz więcej firm prowadzi też działalność międzynarodową właśnie z Polski.
Brytyjczycy zaczynają patrzeć na Polskę inaczej
Ciekawym elementem reportażu „The Telegraph” są historie Brytyjczyków, którzy sami rozważają przeprowadzkę do Polski lub już tutaj pracują.
Jeszcze niedawno trudno byłoby sobie wyobrazić artykuł w dużej brytyjskiej gazecie sugerujący, że Warszawa może być dla mieszkańca Wielkiej Brytanii atrakcyjną alternatywą dla Londynu.
Dziś argumentami stają się niższe koszty życia, relatywnie bezpieczne miasta, rozwijający się rynek pracy, infrastruktura oraz możliwość znalezienia zatrudnienia w międzynarodowym środowisku.
Nie oznacza to jeszcze masowej migracji Brytyjczyków do Polski. Zdecydowanie za wcześnie byłoby mówić o pełnym odwróceniu kierunku migracji między oboma krajami. Sam fakt, że taki scenariusz jest jednak poważnie opisywany przez brytyjską prasę, pokazuje zmianę w postrzeganiu Polski.
Polskim motorem wzrostu są również inwestycje
Komisja Europejska wskazuje, że jednym z istotnych czynników napędzających gospodarkę w 2026 roku pozostaną inwestycje, w tym projekty realizowane przy wykorzystaniu funduszy europejskich.
Duże znaczenie mają inwestycje infrastrukturalne, energetyczne, przemysłowe i obronne. Polska znajduje się również w okresie modernizacji sieci kolejowej, energetyki i infrastruktury transportowej.
Jednocześnie relatywnie niskie bezrobocie powoduje, że firmy coraz częściej mają problem nie ze znalezieniem klientów, ale pracowników.
Według Komisji Europejskiej stopa bezrobocia w Polsce ma wynieść w 2026 roku około 3,1 proc.
To sytuacja zupełnie niepodobna do tej sprzed dwóch dekad, gdy bezrobocie należało do największych problemów społecznych i gospodarczych kraju.
„Złota era” nie oznacza jednak braku problemów
Entuzjazm warto jednak zestawić z zagrożeniami.
Jednym z największych jest stan finansów publicznych. Komisja Europejska prognozuje, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych może w 2026 roku wynieść około 6,5 proc. PKB, natomiast dług publiczny ma wzrosnąć z 59,7 proc. PKB w 2025 roku do 64,5 proc. w 2026 roku i 68,3 proc. w 2027 roku.
Kolejnym wyzwaniem jest demografia. Polska ma coraz mniej osób w wieku produkcyjnym, a starzenie się społeczeństwa będzie obciążało system emerytalny i ochronę zdrowia.
Do tego dochodzą ceny energii, potrzeba zwiększenia innowacyjności oraz konieczność przejścia od modelu gospodarki konkurującej przede wszystkim kosztami do modelu opartego na technologii, produktywności i własnym kapitale.
Jeżeli Polska chce nadal szybko doganiać najbogatsze państwa Europy, samo budowanie nowych fabryk czy centrów usług może już nie wystarczyć. Coraz większe znaczenie będą miały badania, sztuczna inteligencja, automatyzacja, własne technologie i zdolność polskich przedsiębiorstw do ekspansji międzynarodowej.
Najważniejsza zmiana może jednak zachodzić w naszych głowach
Przez wiele dekad Polska porównywała się z Zachodem z pozycji kraju, który musi nadrabiać zaległości.
Niemcy były bogatsze. Wielka Brytania oferowała wyższe zarobki. Holandia dawała lepsze możliwości zawodowe. Wyjazd zagraniczny oznaczał awans ekonomiczny.
Dzisiaj to porównanie przestaje być tak oczywiste.
Polska nadal jest mniej zamożna od największych gospodarek Europy Zachodniej, ale dystans stopniowo się zmniejsza. Jednocześnie część zachodnich gospodarek rozwija się bardzo wolno, podczas gdy Polska wciąż utrzymuje tempo wzrostu przekraczające 3 proc.
Być może właśnie dlatego określenie „złota era” zaczyna pojawiać się nie tylko w Polsce, ale również w zagranicznych mediach.
Najbardziej symbolicznym dowodem zmiany nie musi być jednak wysokość PKB czy kolejny ranking gospodarczy.
Może nim być Polak mieszkający w Londynie, który po latach dochodzi do wniosku, że lepszą przyszłość dla swojej rodziny może zbudować w Warszawie, Poznaniu, Krakowie czy Wrocławiu.
Jeszcze dwie dekady temu to właśnie w przeciwnym kierunku prowadziła droga do gospodarczego awansu.
Dzisiaj po raz pierwszy od bardzo dawna odpowiedź na pytanie „gdzie będzie mi się żyło lepiej?” nie musi już automatycznie oznaczać wyjazdu z Polski.

